Nasi przedstawiciele, czy nie nasi?...

ludzie tlum publicznosc

 

Nasi przedstawiciele, czy nie nasi?
 
W burzliwym roku wyborów przedstawicieli naszego państwa do parlamentu i europejskiego, i krajowego, wypadałoby chociaż troszeczkę pomyśleć, na czym te wybory polegają. Demokracja to rządy ludu, ale cały lud rządzić przecież nie może, bo ktoś musi pracować. W starożytnych demokracjach greckich dostęp do władzy mieli wszyscy obywatele, bo pracowali na nich niewolnicy, o czym się często zapomina. Obecnie wszyscy są wolni, albo tak im się przynajmniej wydaje. Władzę sprawują więc w imieniu suwerena jego wybrani przedstawiciele.
 Sposób wyłaniania tych reprezentantów jest bardzo różny w różnych krajach. W naszym kraju przyjmuje się milcząco, że nasz sposób jest najlepszy i już. Nie ma publicznej debaty na ten temat. Nasi licencjonowani politolodzy nawet nie są na tyle uprzejmi, by przeprowadzać jakieś analizy teoretyczne przedstawiające zalety, nie mówiąc już o poszukiwaniu wad naszego systemu wyborczego. A przecież już od kilku dekad po tzw. transformacji frekwencja wyborcza w naszym kraju jest najniższa w Europie. Jest to doświadczalny dowód na niską jakość naszej demokracji. Jaka frekwencja wyborcza, tacy też wybrani przedstawiciele.
Aktualnym wybrańcom to oczywiście nie przeszkadza. Obowiązujący obecnie system wyborczy betonuje od wielu kadencji panujący u nas duopol partyjny.  Jak na razie kwitnie spychotechnika. Zwycięzcy kolejnych wyborów zwalają całą winę na swoich poprzedników i koncentrują się na rozprawie z nimi. To już się zrobiło nudne. Coraz więcej ludzi jest oburzonych tą sytuacją. Domagają się zmian systemowych, a nie tylko personalnych.
Już około 50 lat temu w chwili niepokojów społecznych w Polsce pewien profesor powiedział, że to zawinili ludzie, a nie zawinił system. Teraz różni profesorowie powtarzają to samo licząc widocznie na to, że mało kto tamte słowa pamięta.  
Są różne możliwości podniesienia jakości demokracji. Obywatele chcą stosowania w szerszym zakresie demokracji bezpośredniej w ważnych sprawach. Nie chcą być całkowicie ubezwłasnowolnieni pod względem politycznym w okresach między wyborami.  
Ordynacja wyborcza powinna ulec zmianie w taki sposób, by wyborcy mieli większy wpływ na to, kogo wybierają. Obecnie głosują oni na kandydatów podstawionych przez liderów partyjnych. Ponadto należy wprowadzić mechanizmy pozwalające na kontrolę postępowania posła przez jego elektorat w czasie sprawowania mandatu. Podobno lepiej byłoby z tymi sprawami przy jednomandatowych okręgach wyborczych.  
Ale jest też wiele innych rozwiązań do rozważenia. Istnieje np. coś takiego jak mandat imperatywny, zwany też mandatem związanym. Poseł obdarzony takim mandatem jest prawnie zobowiązany wolą swoich wyborców i może być przez nich odwołany. Obecnie obowiązuje u nas mandat wolny, który opiera się na założeniu, że poseł reprezentuje cały naród, a nie tylko grupę swoich wyborców. W rzeczywistości obserwujemy, że taki wolny poseł reprezentuje czasami własne interesy i nie interesuje go wspólne dobro. Być może nie powinno być profesjonalnych polityków, a jedynie kadencyjni. Politykami powinni bywać ludzie wybierani na określony czas, którzy po wypełnieniu służby publicznej potrafią utrzymać się przy życiu dzięki pracy w innych dziedzinach niż polityka.  
Jeszcze inne możliwości będziemy rozpatrywać w następnych felietonach. Nie ma idealnych systemów wyborczych, ale ten co jest to chyba nie sprawdza się jako optymalny. Trzeba zacząć na początek od wybrania ludzi zdolnych do samodzielnego rządzenia, a nie pod dyktando innych. Dopiero odpowiedni ludzie stworzą taki system i polityczny, i gospodarczy, jak trzeba. Ba …
 
Dr inż. Stanisław Tujaka

  • +228 872 4444
  • kontakt@narodowarumia.pl
    Joomla Extensions
    Don't have an account yet? Register Now!

    Sign in to your account